poniedziałek, 10 maja 2010

Pierwsze spotkanie wolontariuszki Ani z Miśkiem

Widziałam dzisiaj Micha pierwszy raz w realu. Pierwsze wrażenie? Nie gnatowatość, nie łysość, nie parchy popchelne na skórze. Płynność ruchów - idzie jak chart afgański, uszy Jumbo słonika, pięknie odchylone do tyłu i miękkość spojrzenia. Nie odmówił mi spaceru, wręcz przeciwnie. Z miłości chyba uwalił takiego kupona, że w dwa worki śniadaniowe pakowałam, następnym razem wezmę reklamówkę. I nie było to w tej dziedzinie jego ostatnie słowo - nie tylko uszki ma jak słoń.

Ciągnie mocno, ale to jest do opanowania, wydaje mi się, że ruchu dla niego jest mało, na wybiegu szalał wręcz z innymi psami, jedno spięcie było, z buldożkiem, z którym zresztą wcześniej przyjaźnie się bawił. Pozostałe kontakty bez zarzutu, zarówno z psami rozmiarów i ras wszelkich, jak i suniami. W drodze na wybieg zaczepiał go bardzo młody pies, robiąc poddańczą rozkładówkę przed Michem, lepszą niż niejedna laska dla Playboy'a, czy inszego CKM-a. A Michu przeszczęśliwy był, chyba poczuł się jak król. Boi się jeszcze wielu rzeczy, ale tylko przez moment, na przykład wlazł na równoważnię i było ok, natomiast huśtawka, która mu poleciała w dół pod łapami, na chwilę go przestraszyła.

Jest bardzo kontaktowy wobec ludzi, zawołany przybiega, a tak ugania się z psami, omelany plujami własnymi do imentu. I, co dla mnie jest niezrozumiałe, zawsze ma pasek śliny w tym samym miejscu. Jak on to robi???

Całuśny jest też - takiego oplutego buziaka dostałam, że aż! No i na końcu po zamknięciu w kojcu płacz okrutny, bo jak to? Idą i nie zabierają? Takiego pięknego psa? Mówili, że super, a teraz zostawiają?

Żarłocznie wcina parówkę w mini odcinkach, ale musiały być takie. Zębem rozjechał mi palec, ale ofiary w ludziach muszą czasem być.

A na poważnie - to jest piękny pies o bardzo dobrym charakterze, myślę, że z ułożeniem go problemów nie będzie, bo jest chętny do współpracy i umie opanować lęk. Zero agresji do wszystkiego, co żywe.