12.06.2010Skontaktowałam się z Panią, która była zainteresowana adopcją psa, który mógłby bytować na posesji. Potencjalny psi kandydat zamieszkałby we wsi pod Wolinem. Telefonicznie przedstawiłam postać naszego Misia, mówiąc prawdę i tylko prawdę o jego przeszłości. Wysłałam również foto Misia aby Pani mogła podjąć decyzję o adopcji wraz z mężem. Umówiłyśmy się, że czekam w sobotę do godziny 24.00 na telefon. Ewentualny transport leży po stronie TOZ, gdyż Państwo nie mogli przybyć do nas osobiście.
insp.Karolina Jurzysta
13.06.2010Całą sobotę oraz połowę niedzieli patrzyłam jak zaklęta w telefon: czy Pani się odezwie, czy powie aby przywieźć Misia bo chce tylko jego i żadnego innego.... Telefon milczał. Poukładałam sobie plan dnia a tu po godzinie 15.00 dzwoni słuchawka. Pani ustaliła z mężem, iż chcą poznać Misia i poważnie skłaniają się ku jego adopcji.
Wszystko rzuciłam i w ferworze wsadziłam Misia do auta, po drodze zabierając towarzyszkę podróży insp.Dorotę Dawidowicz i pędem pod Wolin. Na miejscu - RAJ: piękna, zadbana posesja, Spajki - pies przybłęda, rodzina 2+1, piękna buda (w szopie) z przedsionkiem, cicha i spokojna okolica. Wszystko wyglądało jak z bajki. Ponad dwie godziny wjaśniłyśmy z Dorotą wszystko co dotyczyło zachowania, zwyczajów i charakteru naszego pupila. Wydawało się, że Państwo rozumieją i biorą pełną moralną odpowiedzialność za kolejne żywe stworzenie.....
Umowa podpisana, dokumenty przekazane, zero pożegnania z Michem aby nie tęsknił. Jednak on coś przeczuwał - jak nigdy pakował się do auta, łapał mnie za ręce i ciągnął, ciągle łasił się koło nóg, oczywiście "gadając" do mnie.
Do Szczecina wróciłyśmy około 22.00 i nagle telefon, że Misiek piszczy, szczeka, goni kota a dziecko się go boi, gdzie wcześniej nie było ku temu przesłanek. Wyjaśniłyśmy, iż potrzeba cierpliwości i przez pierwsze dni musi się zaaklimatyzować a kotu nic nie powinno się stać. Ustaliłyśmy, iż trzeba przeczekać choć jedną dobę i dać szansę Michowi na uspokojenie się. Pani przystała na propozycję....
insp.K.Jurzysta
insp.D.Dawidowicz
14.06.2010Godzina 4.45 (świt). Dostaję sms, że Misiek wyje, szczeka i Pani nie może go uspokoić.... oraz że Pani nie śpi i siedzi z nim na tarasie. Niestety już nie zasnęłam...Około godziny 9.00 skontaktowałam się z Panią z nadzieją, iż zachowanie Misia normuje się i Pani da mu sznasę, jednak usłyszałam, że dziecko się go boi bo podczas zabawy Misio go pochnął i przewrócił, dziecko boi się o koty bo pewnie Misiek chce je zagryźć, Misiek wyje i chyba za nami tęskni... Niezwłocznie udałam się wraz z insp.Magdaleną Drews po psiaka.Tak niewiele trzeba było aby spróbować go pokochać, zrozumieć, być cierpliwym i odmienić jego los - bezdomnego, nierasowego i niezbyt urodziwego, bez rodziny, bez kochanej Pani i Pana..... Łzy napływają do moich oczu, iż tak szybko zrezygnowano, zaledwie kilkanaście godzin od momentu adopcji. Podświadomie czuję, że jego miejsce zajmie szczeniak.... ale nie powiem o tym Misowi..... Od godziny 13.00 jest znów z nami
insp.Karolina Jurzysta
insp.Magdalena Drews
A mogło być tak pięknie:
