wtorek, 15 czerwca 2010

Szansa dla Miśka....... zakończona klapą.

12.06.2010
Skontaktowałam się z Panią, która była zainteresowana adopcją psa, który mógłby bytować na posesji. Potencjalny psi kandydat zamieszkałby we wsi pod Wolinem. Telefonicznie przedstawiłam postać naszego Misia, mówiąc prawdę i tylko prawdę o jego przeszłości. Wysłałam również foto Misia aby Pani mogła podjąć decyzję o adopcji wraz z mężem. Umówiłyśmy się, że czekam w sobotę do godziny 24.00 na telefon. Ewentualny transport leży po stronie TOZ, gdyż Państwo nie mogli przybyć do nas osobiście.
insp.Karolina Jurzysta

13.06.2010
Całą sobotę oraz połowę niedzieli patrzyłam jak zaklęta w telefon: czy Pani się odezwie, czy powie aby przywieźć Misia bo chce tylko jego i żadnego innego.... Telefon milczał. Poukładałam sobie plan dnia a tu po godzinie 15.00 dzwoni słuchawka. Pani ustaliła z mężem, iż chcą poznać Misia i poważnie skłaniają się ku jego adopcji.
Wszystko rzuciłam i w ferworze wsadziłam Misia do auta, po drodze zabierając towarzyszkę podróży insp.Dorotę Dawidowicz i pędem pod Wolin. Na miejscu - RAJ: piękna, zadbana posesja, Spajki - pies przybłęda, rodzina 2+1, piękna buda (w szopie) z przedsionkiem, cicha i spokojna okolica. Wszystko wyglądało jak z bajki. Ponad dwie godziny wjaśniłyśmy z Dorotą wszystko co dotyczyło zachowania, zwyczajów i charakteru naszego pupila. Wydawało się, że Państwo rozumieją i biorą pełną moralną odpowiedzialność za kolejne żywe stworzenie.....
Umowa podpisana, dokumenty przekazane, zero pożegnania z Michem aby nie tęsknił. Jednak on coś przeczuwał - jak nigdy pakował się do auta, łapał mnie za ręce i ciągnął, ciągle łasił się koło nóg, oczywiście "gadając" do mnie.
Do Szczecina wróciłyśmy około 22.00 i nagle telefon, że Misiek piszczy, szczeka, goni kota a dziecko się go boi, gdzie wcześniej nie było ku temu przesłanek. Wyjaśniłyśmy, iż potrzeba cierpliwości i przez pierwsze dni musi się zaaklimatyzować a kotu nic nie powinno się stać. Ustaliłyśmy, iż trzeba przeczekać choć jedną dobę i dać szansę Michowi na uspokojenie się. Pani przystała na propozycję....
insp.K.Jurzysta
insp.D.Dawidowicz

14.06.2010
Godzina 4.45 (świt). Dostaję sms, że Misiek wyje, szczeka i Pani nie może go uspokoić.... oraz że Pani nie śpi i siedzi z nim na tarasie. Niestety już nie zasnęłam...Około godziny 9.00 skontaktowałam się z Panią z nadzieją, iż zachowanie Misia normuje się i Pani da mu sznasę, jednak usłyszałam, że dziecko się go boi bo podczas zabawy Misio go pochnął i przewrócił, dziecko boi się o koty bo pewnie Misiek chce je zagryźć, Misiek wyje i chyba za nami tęskni... Niezwłocznie udałam się wraz z insp.Magdaleną Drews po psiaka.Tak niewiele trzeba było aby spróbować go pokochać, zrozumieć, być cierpliwym i odmienić jego los - bezdomnego, nierasowego i niezbyt urodziwego, bez rodziny, bez kochanej Pani i Pana..... Łzy napływają do moich oczu, iż tak szybko zrezygnowano, zaledwie kilkanaście godzin od momentu adopcji. Podświadomie czuję, że jego miejsce zajmie szczeniak.... ale nie powiem o tym Misowi..... Od godziny 13.00 jest znów z nami
insp.Karolina Jurzysta
insp.Magdalena Drews


A mogło być tak pięknie: